 | Maria Curie i córki Listy Przekład Teresa Pogwizd i Mieczysław Mendychowski Wydawnictwo Dolnośląskie |
Laureatka Nagrody Nobla została uznana za wzór kobiety naukowca. Dziś Maria Skłodowska-Curie to symbol ambicji, wytrwałości i pasji odkrywania. Uczony jest w swojej pracowni nie tylko technikiem, lecz również dzieckiem wpatrzonym w zjawiska przyrody, wzruszające jak czarodziejska baśń – pisała w swoim dzienniku polska uczona. Dzięki wielu publikacjom, dostępnym w księgarniach i bibliotekach, znamy rożne oblicza odkrywczyni pierwiastków Radu i Polonu. Poznajemy ją jako cyklistkę, marzycielkę, myślicielkę, feministkę. Teraz Mamy jej portret jako matki, bo w ręce czytelnika trafił opublikowany przez Wydawnictwo Dolnośląskie zbiór Maria Curie i córki Listy. Kiedy Maria Skłodowska-Curie została wdową, Irena miała dziewięć lat, a Ewa niespełna dwa. Uczona musiała sama wychowywać córki, dbać o ich edukację, a jednocześnie intensywnie pracować w laboratorium. Nie zawsze liczne podróże, obowiązki oraz zdrowie pozwalały jej spędzać wakacje z dziewczynkami. Irena i Ewa często wyjeżdżały ze znajomymi lub krewnymi matki. Stąd bogata korespondencja – dziecinne, proste początkowo listy „dojrzewają” wraz z córkami. Czasem dotyczą kwestii szkolnych: „wysyłam Ci opis metody rysowania elipsy, której być może nie znasz” – pisze Maria do Ireny z Londynu. Kiedy indziej w korespondencji pojawia się troska: „Proszę Cię, abyś była ostrożna, kiedy wyjeżdżasz sama na rowerze”. Irena z kolei relacjonuje: „wieczorem po kolacji zrobiłyśmy ładny spacer na piechotę. W łóżkach gadałyśmy przez czas zupełnie nieokreślony”. Wydawca pozostawił w książce nawet błędy ortograficzne Ireny i Ewy – to nadaje tym listom charakter jeszcze bardziej osobisty, kiedy matka chwali postępy córek w ortografii. Wprawdzie czytelnik może być nieco rozczarowany, bo nie znajdzie w korespondencji intelektualnych rozważań, opowieści o pracy naukowej i szczegółów dokonywanych odkryć, głębokich przemyśleń – raczej prozę życia. Czasem są to konwencjonalne pozdrowienia, wakacyjne notki o kąpielach i pogodzie. Pojawiają się także relacje z podróży, opowieści o spotkaniach z naukowcami, opisy uroczystości. W latach 1914-1918 w korespondencji wyraźnie pobrzmiewa ton niepokoju: „ma się wrażenie, że żyje się na wulkanie, a ludzie jakby się nawet do tego przyzwyczajali”(…) „wydaje mi się, że sprawy toczą się źle, lada chwila spodziewamy się mobilizacji”. Podczas wojny Maria współpracuje z wojskiem, szkoli pielęgniarki i lekarzy frontowych – pokazuje im praktyczne metody i sposób wykorzystania aparatury z promieniowaniem X. Kontakt staje się coraz trudniejszy, panuje dezinformacja, rzadziej dochodzą listy, ludzie migrują. „Zajmij się młodszą siostrą, która napisała do mnie kartkę pełną rozpaczy” – prosi Maria starszą córkę. Irena ukończyła kurs pielęgniarski, początkowo asystuje matce, potem pracuje samodzielnie. Mimo trudnych warunków i oddalenia, cały czas wszystkie trzy piszą listy. Publikacja zawiera reprodukcje autografów kilku listów oraz zdjęcia z rodzinnego archiwum, a korespondencja podzielona jest na kilka okresów, ważnych etapów w życiu Marii i jej córek. Każda partia listów poprzedzona jest komentarzem biograficznym. Ostatni, lata 1927-1934 to m.in. pojawienie się w rodzinie mężczyzny – Fryderyka Joliot, męża Ireny, bardzo ważna podróż Marii do USA, wyprawa z Ewą do Hiszpanii oraz przyjście na świat wnuków. Korespondencja zamieszczona w książce kończy się w marcu 1934 roku, Maria zmarła w lipcu tego roku. Irena poszła w ślady matki i została naukowcem, ona również była laureatką Nagrody Nobla – za odkrycie sztucznej promieniotwórczości. Uzdolniona artystycznie Ewa grała na fortepianie, została krytykiem muzycznym i dziennikarką. Przyjaźniła się m.in. z Colette, Arturem Rubinsteinem i Eleonorą Roosvelt. Napisała także biografię matki, przetłumaczoną na wiele języków. Nad archiwami rodzinnymi czuwała także wnuczka Marii Hélene Langevin-Joliot – to dzięki niej został opracowany ten prywatny zbiór listów, który ukazuje wzajemne relacje Marii oraz jej córek na przestrzeni blisko trzydziestu lat. Anna Molska
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|