|
Miał 13 lat, gdy po raz pierwszy upił się piwem. Potem przez dwa lata regularnie używał alkoholu. Przeszedł leczenie w zamkniętym ośrodku. Dziś ma 17 lat i jest niepijącym alkoholikiem. Dlaczego młodzież sięga po alkohol? Przyczyn jest wiele. Po pierwsze, zwykła ciekawość – jak to będzie w stanie upojenia? Czy rzeczywiście tak wspaniale i beztrosko, jak opisują starsi koledzy? Nie bez znaczenia jest fakt, że z dostępem do alkoholu nie ma w dzisiejszych czasach wielkiego problemu. Można go spróbować w domu (gdy barek rodziców stoi otworem) albo po prostu kupić w sklepie. Wciąż jeszcze zbyt rzadko legitymuje się nieletnich przed zakupem alkoholu. Zresztą, i ten kłopot można łatwo ominąć, prosząc starszych znajomych o przysługę. Co złego może wyrządzić picie alkoholu przez młode osoby? Po pierwsze – organizm nastolatka jest w fazie rozwoju i bardzo łatwo ten rozwój zaburzyć. Picie powoduje fizyczne uszkodzenia organiczne, utratę refleksu i zaburzenia koordynacji ruchowej, a także zaburzenia psychiki, z których najczęstszą jest dekoncentracja i kłopoty z pamięcią. Obniża się także uczuciowość wyższa (skłonność do agresji, spadek morale, skąd już tylko krok do nadużyć i przestępstw) i krytycyzm, a pojawia się zaniżona samoocena. Nie wolno zapominać, że w przypadku młodego człowieka także tolerancja na alkohol jest mniejsza niż u dorosłych. Świadczą o tym fakty: coraz częściej poradnie AA przyjmują w swoje szeregi niepełnoletnich alkoholików. – Miałem 13 lat, kiedy po raz pierwszy sięgnąłem po alkohol. Starszy brat wziął mnie z sobą na imprezę, piwo stało dosłownie wszędzie. Ponieważ nikt za bardzo nie zwracał na mnie uwagi, postanowiłem sobie troszkę spróbować – opowiada dziś 17-letni Adrian.
„Troszkę” z założenia przemieniło się w wypicie prawie trzech butelek piwa. Skończyło się bólem brzucha i wymiotami. Brat Adriana, chcąc całą sprawę ukryć przed rodzicami, na poczekaniu wymyślił historyjkę, że Adrian źle się poczuł i musieli przeczekać jego zły stan w domu kolegi. Nie minął się zresztą tak do końca z prawdą… Jednego tylko nie wziął pod uwagę – że przykre skutki upojenia nie zniechęcą młodszego brata do ponownego kontaktu z alkoholem. A tak się niestety stało. – Pamiętam, jak piwo uderzyło mi do głowy i nagle wszystko wydało mi się bardzo zabawne. I w ogóle poczułem się tak, jakbym nie miał żadnych problemów. A to był czas, kiedy nałapałem w szkole złych ocen i bałem się przyznać do tego rodzicom – wspomina Adrian. Następna okazja do wypicia nadarzyła się prędko. Na obozie, gdzie wychowawcy byli bardziej zajęci swoim towarzystwem niż faktyczną opieką nad grupą, Adrian stał się przewodnikiem równolatków w kwestii zabawy z alkoholem. Przyznaje, że zaimponowała mu ta rola. – Nareszcie wszystko się odwróciło i to ja byłem w centrum uwagi, ja rządziłem. Skończyły się wcześniejsze dogryzania z powodu mojego niskiego wzrostu, chłopaki mnie słuchały. Po powrocie z wakacji Adrian coraz częściej zaglądał do kieliszka. – W zasadzie piłem tylko piwo, i to wcale nie w jakichś wielkich ilościach. Gdzie? W domu, jak nie było rodziców, u kolegów, w parku, na skwerze, na podwórku. Chodziło o to, aby rodzice się niczego nie domyślili – wspomina. Problem zaczął być odczuwalny, gdy po raz pierwszy chłopaka przyłapano na piciu. I to nie byle gdzie, bo… w szkole. Był wtedy w drugiej klasie gimnazjum – w trakcie przerwy nie wytrzymał i napił się piwa, schowanego w plecaku. – Miałem pecha, bo nauczycielka poczuła ode mnie alkohol. Zawołała dyrektorkę, ta wezwała moich rodziców. Zostałem zawieszony na tydzień, a w domu dali mi miesięczny szlaban na wychodzenie i obcięli kieszonkowe. Tyle że nałóg zdążył już na dobre opanować chłopaka. Zaczęły się drobne kradzieże, przyłapali go w sklepie na gorącym uczynku. Znów były rozmowy z rodzicami, kolejne nakazy i zakazy.
– Zrozumieli, że jestem uzależniony dopiero w drugim roku mojego picia. Ja sam wcale nie czułem się najgorzej, chociaż widziałem, że bez alkoholu już nic mnie nie cieszy, zaczynam się bać. Ale wystarczyło się napić, żeby wszystko wyglądało dobrze. Tyle że nauka mi w ogóle nie wchodziła i groziło mi powtarzanie klasy. Rodzice Adriana, kiedy w końcu zauważyli problem, skontaktowali się z ośrodkiem leczenia uzależnień. Początkowo liczyli na to, że stacjonarna terapia – trzy razy w tygodniu – załatwi sprawę. Ale chłopak raz przychodził na zajęcia, a raz nie. Kiedyś terapeuta przyuważył go pod bramą poradni – pijanego w sztok. – Chyba chciałem jednak tam pójść, tyle że nie zdążyłem na trzeźwo – mówi Adrian. Trafił do ośrodka zamkniętego. Trzy miesiące ostrej abstynencji z jednoczesną mocną terapią indywidualną i grupową dały efekt. Niestety, tylko na pół roku. Kiedy wrócił do domu, po tygodniu znów sięgnął po alkohol. Rodzice zagrozili, że wszyją mu esperal. Obiecał, że popracuje nad sobą. I znowu nie dotrzymał słowa. Musiało dojść do dramatu, żeby zrozumiał, jak cienka jest granica między życiem a śmiercią. Zatrucie alkoholem wraz z utratą przytomności. – Wypłukali mi żołądek. Nikomu nie życzę. Czułem się, jakby mnie przekręcili przez wyżymaczkę. Cały czas uczestniczy w sesjach AA. Jest najmłodszym uczestnikiem. Nie pije od półtora roku. W jego domu nie ma alkoholu, kieliszków, szklanek do piwa i drinków, nawet lampek do szampana. Barek rodziców stoi pusty. Chodzi o to, aby nic nie przypominało, nie kojarzyło się Adrianowi z alkoholem. Na pytanie, czy jest już wolny od nałogu, odpowiada twierdząco: – Tak, nie piję. I dodaje: – Ale już zawsze będę alkoholikiem. Magda Wieteska
Komentarze użytkowników (1)
|
|
|