header image
Start arrow Spacery po Wrocławiu arrow Rynek - część czwarta
Rynek - część czwarta Drukuj Wyślij znajomemu
06.05.2009.
Zmieniony ( 07.05.2009. )
 

Miasto poddało się dopiero dwa dni przed kapitulacją Trzeciej Rzeszy. Szacuje się, że blisko 70 proc. zabudowy miasta była zniszczona. Większość okalających rynek kamienic uległa zburzeniu lub poważnemu uszkodzeniu. Ucierpiał Ratusz, zniszczony został stojący przed nim od końca.XV wieku gotycki pręgierz. Cała pierzeja południowa rynku legła w gruzach.

Na wrocławskim rynku zakończono właśnie wiosenne porządki. Mówiąc nieco dokładniej, przeprowadzono remont nawierzchni, wymieniając pęknięte płyty chodnikowe i uzupełniając spoiny pomiędzy kostkami bruku. Teraz główny plac miasta może rozpuścić swoje sezonowe latawce. Przed kawiarniami i restauracjami pojawiły się właśnie ogródki z szeregiem stolików osłoniętych markizami i udekorowanych drobną zielenią. Znów będzie można posiedzieć na dworze, pogawędzić przy filiżance herbaty albo zwyczajnie pogapić się na to magiczne miejsce, chłonąc jego niepowtarzalną atmosferę.

Wrocław - Rynek
Fot. Marta Rudnicka

Mało kto zdaje sobie sprawę, że – mówiąc w pewnym uproszczeniu – spogląda na osiem wieków historii. Zmieniali się panujący, zmieniali mieszkańcy miasta. Czasy spokojne przeplatały się z burzliwymi, podczas których nie oszczędzano ani budowli, ani ludzi. Kiedy Polacy wrócili tu w 1945 roku, rynek wyglądał smutnie i żałośnie. Działania drugiej wojny światowej, a zwłaszcza ich ostatni etap walk o zdobycie miasta, przyczyniły się do wielkich zniszczeń. Niemiecki Wrocław poddał się dopiero 6 maja 1945 roku, na dwa dni przed kapitulacją Trzeciej Rzeszy. Szacuje się, że blisko 70 proc. zabudowy miasta była zniszczona. Większość okalających rynek kamienic uległa zburzeniu lub poważnemu uszkodzeniu. Ucierpiał Ratusz, zniszczony został stojący przed nim od końca XV wieku gotycki pręgierz. Cała pierzeja południowa rynku legła w gruzach. Dzieła zniszczenia dopełniali sowieccy żołnierze, dokonując podpaleń i grabieży.

Na mocy decyzji głównych zwycięzców miasto opuszczali Niemcy, a przybywali do niego Polacy. W dużej liczbie byli to Kresowiacy, pozbawieni swoich ziem i domów we Lwowie, Stanisławowie, Wilnie, wiezieni ze wschodu po kilka tygodni. Docierali też Polacy z innych ziem okrutnie doświadczonych wojną, część wracała z tułaczki po świecie. Stopniowo Wrocław wracał do życia. Zaczynała się wielka odbudowa. Jak określił to brytyjski historyk, Norman Davis, na przestrzeni kilkudziesięciu lat miasto powstało jak „Feniks z popiołów”. Przez osiem wieków budowane, legło w gruzach w kilka miesięcy. Dopiero dzięki polskim architektom, budowniczym, konserwatorom zabytków i inżynierom Wrocław odzyskał swoją historię.

Wart przytoczenia jest fragment z albumu o powojennej architekturze Wrocławia, napisany przez Witolda Jerzego Molickiego, działającego tu architekta i urbanisty: Czasy heroicznego wysiłku przy budowie polskiego Wrocławia były bardzo trudne, zwłaszcza że nie mieliśmy pieniędzy, fachową kadrę wyniszczyli okupanci, byliśmy niesamodzielni politycznie, mieliśmy ciągle na karku służby specjalne, które kontrolowały pod względem politycznym budowy, a na architekturze ciążyła wizja socrealizmu. Ludzie urodzeni we Wrocławiu już po drugiej wojnie światowej nie pamiętają, że całą tę ogromną pracę wykonali Polacy bez Banku Światowego, bez planu Marshala i filantropii Sorosa.

Rzeczywiście, odbudowywano z pasją i wielkim znawstwem. W pierwszej kolejności zajęto się najcenniejszymi zabytkami architektury i sztuki, pilnując, aby w miarę możliwości zachować stary układ przestrzenny miasta, zwłaszcza jego Starówkę. Cegła po cegle, detal po detalu, przywracano budowlom historyczny wygląd. Tam, gdzie odbudowa nie miała sensu, bo zostały jedynie zwały gruzów, przystąpiono do rekonstrukcji kamienic, posiłkując się starą ikonografią. I tak na przykład w latach 1949–1958 dokonano odbudowy i rekonstrukcji niemal wszystkich domów pierzei południowej rynku. Pamiętając o tym, warto przyjrzeć się choćby pięknej barokowej kamienicy pod nr. 18 – po wojnie została w całości z pietyzmem zrekonstruowana wraz z bogato zdobioną fasadą. Sąsiadująca z nią z lewej strony wąska uliczka św. Doroty, której wlot skrywa przejazdowa brama, prowadziła niegdyś do kościoła pod tym samym wezwaniem.

Dziś do bramy warto wejść z innego powodu. W pasażu na murze umieszczona została pamiątkowa tablica poświęcona polskim budowniczym i architektom zasłużonym dla powojennej odbudowy rynku. Gdy w 1956 roku przyjechał do nas na stałe Aleksander hrabia Fredro, mógł już spoglądać nie wyłącznie na gruzy i zgliszcza. Jego stojący dziś w Rynku na wprost wspomnianej kamienicy pomnik wyrzeźbił w 1897 roku we Lwowie Leonard Marconi. Miejmy nadzieję, że w naszym mieście czuje się co najmniej równie dobrze.

Marta Rudnicka

 

Zacytuj na swojej witrynie Drukuj Wyślij znajomemu

Komentarze użytkowników (0) RSS z komentarzami

Nie komentowano

Dodaj komentarz!



mXcomment 1.0.7 © 2007-2012 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved